Strona Główna


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
 Ogłoszenie 

Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia naszej strony ataksja.org.pl
Strona Forum korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.

Poprzedni temat «» Następny temat
Nowa
Autor Wiadomość
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-09-07, 21:01   Nowa

Witam,jestem nowa...i mam nietypowy problem...raczej duchowy...
_________________
CherryLady
 
 
Adam L. 

Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 519
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2012-09-07, 21:05   

Witaj :)

W czym rzecz?
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-09-07, 21:16   

Moja mama jest chora...U mnie stwierdzono w badaniu genetycznym chorobę...Na chwilę obecną choroba śpi nic się nie dzieję,badania dobre.Mam męża i dziecko.Problemem jest to że non stop kłócę się z mężem o tą chorobę...martwię się o to wszystko ,nie wiem co robić?czy już ze sobą coś robić?Najgorsze jest to że nie mam kompletnie wsparcia od męża...on tego nie rozumie...dołuje mnie...
_________________
CherryLady
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-09-07, 21:17   

Ale sądzę że musisz być po ślubie?żeby zrozumieć dokładnie moją sytuację?
_________________
CherryLady
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-09-07, 21:19   

Proszę o odpowiedzi....teraz uciekam pojawię się w tygodniu....odpisze...pogadam...
Pozdrawiam(z góry dziękuję za odpowiedzi)
_________________
CherryLady
 
 
Adam L. 

Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 519
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2012-09-07, 21:24   

CherryLady , sytuacja faktycznie niewesoła.

Cóż ja mogę Tobie doradzić?Chyba tylko to, abyś nie poddawała się.
Brak zrozumienia ze strony męża to problem.
Ja nie choruję, więc te problemy są mi raczej obce.

Prośba, nie pisz post pod postem, edytuj.
Dziękuję :)
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2012-09-08, 14:41   

Witaj, dopiero weszłam i to czytam. Nie wiem, co Ci poradzić.
Relacje z mężem pewnie masz do naprawy, Tak myślę, że to, że się kłócicie, nie jest spowodowane Twoim obciążeniem genetycznym. Pewnie problem leży gdzie indziej.
Może najlepiej by było, gdyby jakiś psycholog pomógł? Jakaś terapia?
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
Beata 


Dołączyła: 05 Maj 2009
Posty: 904
Skąd: Leszno
Wysłany: 2012-09-10, 10:58   

Też chcę się wypowiedzieć , jestem chora i mam męża . Jest On dla mnie dużym wsparciem , tak jak reszta rodziny ale wydaje mi sie , że każdy musi do tego dojrzeć i się oswoić z tą nietypową sytuacją . Faktycznie może jakas terapia by się Wam przydała .
Witam i pozdrawiam Beata
_________________
Pozdrawiam Beata
 
 
franek 
Administrator


Dołączył: 29 Maj 2008
Posty: 1242
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2012-09-11, 12:29   

Dużo zależy od stopnia schorzenia jeżeli choroba nie jest uciążliwa wtedy pewnie przyczyna sporu jest inna a jeśli to z powodu choroby to już kwestia człowieka tu (jak pisze Ela) pomoże tylko psycholog

Ale nie poddawaj się masz dla kogo żyć :-D
_________________
"Życie nie po to jest by tylko brać"

Pozdrawiam
Franciszek Gajek
 
 
 
maria feliks 

Dołączyła: 04 Gru 2008
Posty: 319
Skąd: czeladż
Wysłany: 2012-09-12, 08:24   

Wiem z własnego doświadczenia ze jeżeli nie ma jeszcze objaw nie myśl o chorobie to błąd!ja jestem chora i dopóki o niej nie wiedziałam było ok jak potwierdzona była choroba to bardzo sypko była widoczna jestem pewna że moja psychika i strach uwidoczniły ją prędko,natomiast mój syn od kilku lat też wie o chorobie był czas jak był załamany że objawy się nasilały a teraz przyzwyczaił się do niej i spowolniło chorobę PRACUJE jako szef kuchni od 10 do 24 jeździ samochodem a lubi sypką jazdę.LEKARSTWEM NA CHOROBĘ JEST NIE MYŚLEĆ O NIEJ I NIE DAĆ BLISKIM ZA BARDZO JĄ ODCZUWAĆ PO CO ONI MAJĄ TEŻ CIERPIEĆ.
_________________
maria
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2012-09-12, 11:06   

Też masz rację, ale każdy ma inną sytuację i inny sosób radzenia sobie z chorobą
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
Paweł 


Dołączył: 16 Cze 2008
Posty: 189
Skąd: Nowy Dwór Mazowiecki
Wysłany: 2012-09-13, 13:21   

Masz rację Mario. Podstawa to nie myśleć o chorobie i jakby wydajemy się zdrowsi. Teraz prawie codziennie jestem w Warszawie w szpitalu bielańskim, bo nie uwierzycie mój dziadek miał udar :( na szczęście był on lekki. Role się zamieniły dziadek opiekował się mną, a teraz muszę zwracać na niego większą uwagę.
_________________
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny.
 
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2012-09-13, 14:59   

Tak myślę Paweł, że Twoja sytuacja pomogła Ci poustawiać priorytety. Po prostu - są rzeczy ważniejsze niż choroba.
Rzecz w tym chyba żeby jednak myśleć o chorobie, ale tylko tyle na ile jest to konieczne. I ustawić ją w odpowoednim miejscu swego życia, a nie na piedestale - zeby cały swiat się koło mnie kręcił, bo jestem chora.
A to że nie będę myślała, że jestem chora, wcale nie spowoduje, że nie będę chora. Problem będzie, czy się będzie o nim myśleć, czy nie będzie.

Ale rozumiem, Mario, co chciałaś napisać - żeby nie myśleć tak, żeby się zadręczać myślami, bo wtedy ezeczywiście choroba będzie szybciej postępować. To lepiej wtedy tak nie myśleć :)
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
franek 
Administrator


Dołączył: 29 Maj 2008
Posty: 1242
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2012-09-14, 11:56   

Ela napisał/a:
Rzecz w tym chyba żeby jednak myśleć o chorobie, ale tylko tyle na ile jest to konieczne. I ustawić ją w odpowiednim miejscu swego życia, a nie na piedestale - żeby cały świat się koło mnie kręcił, bo jestem chora.
A to że nie będę myślała, że jestem chora, wcale nie spowoduje, że nie będę chora. Problem będzie, czy się będzie o nim myśleć, czy nie będzie.

Elu święte słowa bardzo mi się to co napisałaś podoba - ja tak właśnie robię - czekałem aż ktoś inny tak napisze
_________________
"Życie nie po to jest by tylko brać"

Pozdrawiam
Franciszek Gajek
 
 
 
franek 
Administrator


Dołączył: 29 Maj 2008
Posty: 1242
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2012-09-14, 11:58   

Paweł napisał/a:
mój dziadek miał udar :( na szczęście był on lekki.

Pozdrów Dziadka i życz mu powrotu do zdrowia
(to bądź co bądź Nasz Członek Stowarzyszenia)
_________________
"Życie nie po to jest by tylko brać"

Pozdrawiam
Franciszek Gajek
 
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-11-26, 14:41   

Witam,to znowu ja.Więc mój problem z mężem wygląda tak.On jest egoistą,został wychowany w przekonaniu że szczęśliwi ludzie-to zdrowi ludzie!Miałam robione badania,mam w DNA tą chorobę,ale nie jest aktywna.Jestem zdrowa,i chcę tak myśleć...Ale mój mąż cały czas szuka tej choroby,wszędzie ją widzi,każdy mój ruch jest obserwowany,czy aby to nie jest objaw...Nie chcę o tym myśleć ale mój mąż na siłę ją (chorobę)wprowadza do naszego życia.Moja mama była na to chora,jak pisałam poprzednio...
umarła miesiąc temu...
Miała 45lat.W 2012roku umarło jeszcze jej dwóch braci z powodu choroby.
Najgorsze w tym jest to że nie umarła z powodu choroby...dopadło ją coś innego...
Może jakiś nowotwór...może sama coś połknęła...nie wiem... co najgorsze już się nigdy nie dowiem...To wszystko stało się w tydzień....W sumie krótko cierpiała...ale my (tata,siostra)przez tak szybki obrót sytuacji cierpimy jeszcze bardziej...(lekarz dawał jej jeszcze 10lat życiu przez wzgląd na chorobę)
Mój mąż się na to wszystko napatrzył...i według niego nasze życie będzie wyglądało tak samo jak ja zachoruje...i dlatego sądzi że sobie nie poradzi....Według niego jeśli nie będę sprawna fizycznie..nie będę mogła pracować,zarabiać...to nie będę już mu do niczego potrzebna.Tak wygląda moje małżeństwo...
Na szczęście żyje dla syna,chodzę do szkoły,chcę zrobić licencjata,chcę mieć dobrą pracę,a przede wszystkim chcę uzbierać pieniądze,poznać ludzi którzy mi pomogą,tak sobie ustawić życie,aby sobie poradzić w chorobie...bo zakładam że wtedy będę sama bez męża.
_________________
CherryLady
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2012-11-26, 22:17   

smutne to, co piszesz, ale czemu zakładasz, że będziesz już bez męża?
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-11-27, 21:21   

Ponieważ on nie potrafi sobie wyobrazić życia ze mną w chorobie...a jeśli ja będę chora,i będę miała takiego optymistę u boku,to na pewno mi to nie pomoże,a raczej bardziej dobije....Według mnie osoby chore na tą chorobę nie mając nikogo bliskiego u boku,nie radzą sobie z tą chorobą...tak dobrze jakby to robiły mając kogoś bliskiego kto w nich wierzy.Według mnie to bardzo ważny argument.Sugeruję się sytuacją mojej mamy kiedy była chora...
_________________
CherryLady
 
 
franek 
Administrator


Dołączył: 29 Maj 2008
Posty: 1242
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2012-11-27, 21:41   

CherryLady napisał/a:
.Według mnie osoby chore na tą chorobę nie mając nikogo bliskiego u boku,nie radzą sobie z tą chorobą...tak dobrze jakby to robiły mając kogoś bliskiego kto w nich wierzy.Według mnie to bardzo ważny argument..

Według mnie też. Masz rację bliscy "u Naszego boku" to skarb
_________________
"Życie nie po to jest by tylko brać"

Pozdrawiam
Franciszek Gajek
 
 
 
stasia21 

Dołączyła: 14 Cze 2008
Posty: 294
Skąd: Słupsk
Wysłany: 2012-11-29, 23:28   

Witaj.
Czytając Twoją przykrą relację rodzinną , mam pytanie , czy mąż głośno wypomina chorobę ,czy tylko obserwujesz męża jak On na Ciebie patrzy?

Może namów męża i wybierzcie się do psychologa , pomoże pokonać strach przed chorobą.
Pozdrawiam.
 
 
 
franek 
Administrator


Dołączył: 29 Maj 2008
Posty: 1242
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2012-11-29, 23:40   

Psycholog - na pewno pomoże. Mam siostrę (zdrowa) psychologa i coś o tym wiem
_________________
"Życie nie po to jest by tylko brać"

Pozdrawiam
Franciszek Gajek
 
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2012-11-30, 07:45   

Koniecznie psycholog, ale dla całego małżeństwa.
Czy jesteście wierzący i jakiego wyznania jeśli tak, bo to ważne.
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-12-06, 21:09   

Jesteśmy katolikami.dziękuję za pomysły na pewno skorzystam.
_________________
CherryLady
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
  Wysłany: 2016-09-27, 06:27   

Częściowym rozwiązaniem moich problemów z mężem ,wg mnie jest terapią DDA,.
Wydaje mi się że przedewszystkim od tego muszę zacząć.
Mój Tata ma problem z alk.
Po śmierci mamy nasililo się to.
Moje podejście do niektórych spraw jest efektem tego wg mnie.
Dlatego chcę iść na terapię.
_________________
CherryLady
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2016-09-27, 06:48   

:witos: Znam osobiiście ludzi po takiej terapii, bardzo im omogła. Idź koniecznie.
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-09-27, 14:04   

Bardzo dobrze,bo nie byłam przekonana;)
Zastanawiam się nad drugim dzieckiem.????
_________________
CherryLady
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2016-09-27, 14:23   

A ile masz lat? Jaka jest teraz sytuacja z mężem - taka sama? Dalej nie masz objawów choroby?
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
Marcin Ł 
Administrator

Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 474
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-09-27, 20:19   

CherryLady napisał/a:
Witam,to znowu ja.Więc mój problem z mężem wygląda tak.On jest egoistą,został wychowany w przekonaniu że szczęśliwi ludzie-to zdrowi ludzie!Miałam robione badania,mam w DNA tą chorobę,ale nie jest aktywna.Jestem zdrowa,i chcę tak myśleć...Ale mój mąż cały czas szuka tej choroby,wszędzie ją widzi,każdy mój ruch jest obserwowany,czy aby to nie jest objaw...Nie chcę o tym myśleć ale mój mąż na siłę ją (chorobę)wprowadza do naszego życia.Moja mama była na to chora,jak pisałam poprzednio...
umarła miesiąc temu...
Miała 45lat.W 2012roku umarło jeszcze jej dwóch braci z powodu choroby.
Najgorsze w tym jest to że nie umarła z powodu choroby...dopadło ją coś innego...
Może jakiś nowotwór...może sama coś połknęła...nie wiem... co najgorsze już się nigdy nie dowiem...To wszystko stało się w tydzień....W sumie krótko cierpiała...ale my (tata,siostra)przez tak szybki obrót sytuacji cierpimy jeszcze bardziej...(lekarz dawał jej jeszcze 10lat życiu przez wzgląd na chorobę)
Mój mąż się na to wszystko napatrzył...i według niego nasze życie będzie wyglądało tak samo jak ja zachoruje...i dlatego sądzi że sobie nie poradzi....Według niego jeśli nie będę sprawna fizycznie..nie będę mogła pracować,zarabiać...to nie będę już mu do niczego potrzebna.Tak wygląda moje małżeństwo...
Na szczęście żyje dla syna,chodzę do szkoły,chcę zrobić licencjata,chcę mieć dobrą pracę,a przede wszystkim chcę uzbierać pieniądze,poznać ludzi którzy mi pomogą,tak sobie ustawić życie,aby sobie poradzić w chorobie...bo zakładam że wtedy będę sama bez męża.


Cholerka opisujesz sytuacje której tu jeszcze nie mieliśmy.
Wypowiem swoje zdanie a moje zdanie nie zawsze wiąże się z oprobatą innych
1.mimo że nie masz objawów to już zacznij ćwiczyć - chcesz być aktywna zawodowo to postaraj się o bycie aktywną fizycznie a skoro nie masz objawów to zacznij jak każdy zdrowy od siłowni czy fitness - ruch przeciwdziała objawom choroby
2.Mąż się boi bo to dla niego nowe,zawsze mógł liczyć na ciebie w różnych sprawach (gotowanie,sprzątanie,opieka nad dzieckiem) i widzi perspektywe kiedy wszystkie domowe obowiązki będzie musiał wypełniać sam - to dla nikogo nie jest łatwe.
3.normalną rzeczą jest że zdrowy doszukuje się każdego objawu choroby - nienormalne jest to że czyni ci z tego tytułu afery - jak dla mnie to ostatni moment żeby skorzystać z psychologa choć męża będzie ciężko przekonać i dlatego proponuje żebyś sama najpierw się udała a on doradzi ci jak go przekonać
4.zapraszam z mężem na nasze walne jak zobaczy i porozmawia z innymi z takim samym problemem to może to podziałać pozytywnie dla Ciebie.
5.nie do końca czytałem całe Twoje wypowiedzi ale wspominałaś coś o kolejnym dziecku - zastanów się,dziecko po matce ma większe szanse odziedziczenia choroby niż po ojcu,czy potrafisz dźwignąć ciężar skazywania dziecka na chorobe i słuchania ewentualnie że to twoja wina - tu wśród nas są podzielone zdania ja nigdy bym się nie zdecydował.Poza tym skoro mąż nie może pogodzić się z twoją chorobą to na pewno dziecko może was jeszcze bardziej odsunąć od siebie bo będzie to twoja wina w oczach męża
_________________
Nie jestem chory ale staram się pomagać
 
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2016-09-28, 06:04   

Akurat soię zgadzam z Marcinem. Dziecko nie rozwiąże problemów, tylko psycholog. Zaczij najpierw terapię, potem dziecko. Jedynie z Walnym mpoże być różnie. Na mnie akurat psychichcznie źle podziałał widok tylu chorych na raz, chociaź miałam w domu mamę, jej brata, mojego brata.
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-09-28, 12:02   

Objawów nie mam .
Mam 26 lat.
Sytuacja z mężem poprawiła się na tyle,że nie zależy mi już tak bardzo na jego poparciu.
Zmieniłam pracę,na duzo lepsza.-to mnie napewno podniosło.
Mąż zaczął być bardziej otwarty na mnie,na małżeństwo,na syna,na chorobę.
Dowiedziałam ze ostatnio w ciąży,z płodu można wygadać czy dziecko,będzie chore,czy nie.
_________________
CherryLady
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2016-09-28, 18:09   

Można, to prawda zrobić takiemu dziecku badania genetyczne, ale na dzień dzisiejszy nie ma przecież możliwości leczenia.
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
CherryLady 


Dołączyła: 07 Wrz 2012
Posty: 12
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-09-28, 22:40   

Narazie zajmę się podleczeniem,siebie a później poukladam inne sprawy.
_________________
CherryLady
 
 
Ela 


Dołączyła: 11 Maj 2008
Posty: 4014
Skąd: Dolnośląskie
Wysłany: 2016-09-29, 06:29   

Bardzo maądrze chcesz poukładać sobie życie, bądź konsekwentna i dawaj znać, co u Ciebie słychać. :radosne-sloneczko:
_________________
Ela

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
— Jan Paweł II
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group